helpixy tu i tam: 6. farmerzy w kraju kwitnącej wiśni

Od kiedy w 2008 roku zrobiliśmy sobie szalony Mikołajkowy prezent i polecieliśmy do zimowej Japonii, marzyliśmy, żeby wrócić. Japonia nas zauroczyła. Nieśmiały Pan Fuji w białej śnieżnej pelerynie, kompleks świątynny w Nikko, fantastycznie nowoczesne Tokio i marzenie każdego fana bajek Miyazakiego – Muzeum Studia Ghibli w Mitace. 10 szalonych dni podczas których przemierzaliśmy stolicę we dnie i w nocy, jadaliśmy dziwne rzeczy w dziwnych miejscach :) i sypialiśmy po 3-4h na dobę. Potrzebowaliśmy na tę Japonię znacznie więcej czasu! Kiedy w 2012 rzuciliśmy nasze życie w Warszawie i wyruszyliśmy w drogę, Japonia stanowiła na naszej liście pozycję obowiązkową – do odwiedzenia, do poznania, do zrozumienia choć trochę. Wiedząc, że dzięki helpixowi możemy w Japonii utknąć (pozytywnie) na długo, postanowiliśmy zacząć naszą podróż od Azji Południowo-Wschodniej, odpocząć w tropikach, ponurkować, pobyczyć się na wyspach etc. Trochę nam się to tropikalne leżakowanie rozciągnęło w czasie a i po drodze zaliczyliśmy kilka fajnych projektów. W lutym przylecieliśmy na Tajwan, skąd do Japonii już tylko (daleki) rzut beretem. Od dawna mieliśmy na helpXie dodanych do ulubionych kilku hostów z różnych miejsc w Japonii. Oferta Sary, która od dłuższego czasu prowadziła projekt w prefekturze Nagano zainteresowała nas swoją odmiennością i długofalowością. Farma Hoshina stała się naszym kolejnym projektem a Watanabe House przez dwa wiosenne miesiące tymczasowym domem (na dobre i złe chwile).

JapanJak to jest co rano budzić się ze snu na podłodze swojego przegrodzonego papierową ścianą pokoju w starym drewnianym japońskich domu?  Inaczej… trochę jakby się było postacią z Totoro :) Zwlekać się z tatami o 5 rano i szybko narzucać ciepłe rzeczy, by za chwilę zbiec na śniadanie – ryż z tofu i glonowo-sezamową posypką popijany odgrzewanym miso. Niby Chihiro ze Spritited Away :) Wiem, wiem, jestem mono-miyazako-tematyczna! Jeszcze tylko zapakowanie do koszyczka onigiri na lunch i do pracy! Wychodząc słyszymy jak pani z radiowęzła życzy wszystkim farmerom pracowitego dnia.

Obuse o 6- 7 rano jeszcze nie zapełniło się japońskimi turystami w wieku tuż-przedemerytalnym z rodzicami, brak jeszcze błysków fleszy w skansenowych uliczkach miasteczka, po których w czasach kimon i samurajów spacerował sławny malarz Hokusai. Wsiadamy do naszego środka transportu, tzw. kei torakku, czyli mini ciężarówki, takiego lego pick-upa dla drobnych Japończyków, albo pary niewysokich helperów z Polski… Naszym miejscem pracy jest farma Hoshina (Marzenie), położona kilkanaście kilometrów od tradycyjnego Obuse, pośród pięknych Japońskich Alp. Sercem farmy jest niemal dwustuletni dom, który po wielu latach wynajmowania od staruszki-gospodyni nasz host kupił od jej, żyjących w mieście, dzieci. Mąż Sary, Joe jest postacią niezwykle ciekawą. Pochodzący z farmerskiej rodziny Amerykanin z operową przeszłością. Przyjechał na olimpiadę w Nagano i został, zakochany w Japonii i swojej żonie, także zafascynowanej Japonią Amerykance.

Zwykle Joe od rana uczy angielskiego w japońskiej szkole i dopiero po lekcjach ma czas, żeby podjechać na farmę i w porze lunchu opowiedzieć trochę o historii domu i jego mieszkańcach. A ponieważ Joe ma prawdziwy dar opowiadania, czujemy jakby zabierał nas tymi opowieściami w podróż do przeszłości, czasów gdy skarbcem nazywano spichlerz, kryjący najcenniejszy dla Japończyków – ryż.

Niedawno pewna Angielka przyznała, że przeraża ją obcość miejsc, w których byliśmy, a dokładnie żyliśmy! Inny język, zwyczaje, jedzenie, przyroda, wszystko takie odmienne. Nas ta odmienność fascynowała, przypominała ulubione filmy i książki (nasz osobisty Powrót do Edo, Naka Saijo). Piękno przyrody podziwialiśmy i chłonęliśmy na każdym kroku, w drodze do pracy, w przerwie na lunch, podczas spaceru do supermarketu, itd etc. Byliśmy “tu i teraz” smakując jedzenie (chociaż czasem brakowało ziemniaczków z koperkiem do obiadu i chleba na kanapki do śniadania :) ), poznając zwyczaje, podziwiając architekturę i obserwując leniwą i nieco skostniałą małomiasteczkową rzeczywistość w japońskim wydaniu.

ObuseSpędziliśmy w Obuse prawie dwa wiosenne miesiące. Przyroda oszałamiała, z Tajwanu zdążyliśmy na hanami czyli podziwianie kwitnącej wiśni (tak wspaniale podświetlonych nocą alejek z setek drzew). Zajęci w sadach Hoshiny przycinaniem pąków dla osiągnięcia najlepszych estetycznie efektów przy zbiorach (tekika) ani się obejrzeliśmy, kiedy zakwitły jabłonie i grusze. Poranne recitale, byłego śpiewaka operowego, Joego w sadzie zastąpiły żmudne godziny podlewania, pielenia i przesadzania. Arek z Joe dzielnie pozbywali się wielkich kamieni z malutkich poletek a wiosna niepostrzeżenie zamieniała się w gorące japońskie lato. Nasze wiosenno-letnie farmerskie zmagania możecie podejrzeć tutaj

Hoshina FarmPracy w Hoshinie było sporo, jak to na farmie. Razem z nami coraz częściej pomagała Grace, opiekunka synka Sary i Joe. Dzieliliśmy z Grace nie tylko obowiązki ale też czas wolny – mieszkaliśmy w jednym domu i chętnie spędzaliśmy wspólnie czas na pogaduchach czy pichceniu w tygodniu a w weekendy, dzięki uprzejmości hostów mieliśmy do dyspozycji zatankowany samochód na wycieczki po prefekturze Nagano. Z najwspanialszym przewodnikiem, czyli naszą przyjaciółką Grace. Na tym projekcie poczuliśmy, że helpX to nie tylko wymiana za pracę (work exchange) ale też unikalna szansa na poznanie i zrozumienie innych kultur. Więcej fotek z naszych wojaży po prefekturze Nagano znajdziecie na Flickr

Japan

JapanWspólnie z Grace stanowiliśmy przeciwwagę dla parki młodych płatnych wakacyjnych pracowników Hoshiny. Bojkotujący naszych hostów a swoich pracodawców, wiecznie nadęci i niezadowoleni coraz bardziej panoszyli się w Domu Watanabe, który uznali za swoje królestwo. Pokojowa i wybaczająca Grace pozwalała im na wiele złośliwych i bezczelnych wycieczek, niestety Lisa i William trafili na nas…

Skończyło się tak jak należało się spodziewać, hości zobaczyli prawdziwe oblicze swoich płatnych pomocników, od dawna pozbywających się dzieciaków z wymiany helpixowej i zamknęli po naszym wyjeździe Dom Watanabe. Nasza trójka skorzystała z zaproszenia kolegi Grace i ostatnie dni w Obuse upłynęły nam na brataniu się z lokalsami :)

Trochę smutno było wyjeżdżać wiedząc, że tak fajny projekt prowadzony przez miłych i troskliwych ludzi trzeba było zamknąć przez dwójkę leniwych spryciarzy. Na szczęście, kiedy to piszę, czyli rok od naszego odkrycia Obuse, projekt-marzenie Sary i Joe powraca do życia! Trzymamy kciuki za Hoshinę i przesyłamy moc pozytywnej energii ze Szkocji!

helpixy tu i tam: 6. farmerzy w kraju kwitnącej wiśni
share:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *