Sajgonki w Sajgonie

Można powiedzieć, że hapakuna uwielbia sajgonki – Arek preferuje zasmażane podczas kiedy moją obsesją są spring rollsy. Ale oboje uwielbiamy te małe (lub większe jak w wietnamskiej vege knajpce na Chmielnej) pyszności, jak prezenty zapakowane w ryżowy papier. Nic więc dziwnego, że na Wietnam czekaliśmy z dozą niecierpliwości. Szczególnie po Kambodży, która jakoś nie oszołomiła.

DSCF3632

I co? I pstro! Kilkakrotnie spotkaliśmy się z opinią, że kuchnia danego kraju najlepiej smakuje…za granicą. Nie zawsze się ta teoria sprawdza ale w przypadku Wietnamu uspokajamy – sajgonki w Polsce smakują często lepiej, zupki są bardziej aromatyczne a przede wszystkim, mimo wielu żartów o “kuciakach” z długim ogonkiem uciekających przed kucharzem, wietnamskie jedzenie w Polsce przygotowywane jest w bardziej cywilizowanych warunkach.

Dlaczego tak uważam? Nie należymy do turystów jedzących tylko w restauracjach a gardzących ulicznymi stallsami. Czasem się człowiek podtruje ale bywa ciekawie i smacznie. Jednak kiedy widzisz jak mięso na zupę jest ćwiartowane na chodniku i odsuwane żeby przepuścić kolejny motorek… cóż, średnio apetyczne klimaty.

Pierwsze dni w Sajgonie spędzałam jak single traveller – CSowe spacery po chińskiej dzielnicy i spotkanie z fantastyczną postacią, która jest dla mnie prawdziwą inspiracją. Lunch i pogaduchy na żywo z Jodi z Legal Nomads. Była prawniczka, od kilku lat bloggerka, która z podróży i jedzenia uczyniła zawód. Jej pierwszą książkę pochłonęłam w ciągu jednej nocy :) Mam nadzieję, że Jodi czeka kariera pisarska, bo miło się czyta jej opowieści o ulicznych smakach świata. I to z punktu widzenia osóbki na diecie bezglutenowej! Chociaż w Sajgonie częściej my miewaliśmy kłopot ze znalezieniem ulicznego jedzenia (kiedy nie znasz języka na tyle, żeby upewnić się co tam jest w tej zupie…) bez mięska. Wietnamczycy ubóstwiają wieprzowinkę ponad miarę. Ostatecznie na ulicy udało nam się spróbować kilka smakowitych sałatek ale sajgonki od babci “z wózka” sprawiły zawód :(

Na szczęście, kiedy Arek poczuł się lepiej a kambodżańska “grypa żołądkowa”, czy czymkolwiek było to świństwo, poszła w zapomnienie, zabłąkaliśmy się do świetnego miejsca, lunchowej knajpki Wrap & Roll z pokaźnym bezmięsnym menu – same sajgonki w wielu smakach i formach. Mistrz!

DSCF2848

DSCF2852

Tak naprawdę sajgonki w Sajgonie to był dopiero początek kulinarnej przygody. W Hue próbowaliśmy zawiniętych w liście kleistych ciastek z krewetką i malutkich spring rollsików wielkości mojego kciuka z wodorostami w środku, weird…

DSCF3029

DSCF3047

Wegańskie sajgonki z dawnej stolicy Wietnamu, Hue były zesmażone na węgielki podobnie jak te z ośmiornicami z Zatoki Ha Long.

DSCF3370

DSCF3056

W Ha Long City rządziły sajgonki z krewetkami a w Hanoi spring rollsy z krewetkowymi “ciastkami” w wersji DIY, czyli wjeżdżające na stół jako składniki do zawijania plus ryżowy papier :) Chociaż mnie ujęły też spring rollsy z ananasem w uliczce koło naszego hoteliku…

DSCF3402

DSCF3812

DSCF3807

Tyle smaków, tyle wspomnień. Smaki nie zawsze wspaniałe ale! Misja pod kryptonimem sajgonki w Sajgonie zakończyła się sukcesem – zapewniając nam ciekawe wrażenia smakowe i nie tylko :)

 

 

 

Sajgonki w Sajgonie
share:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn