Zdrowi i gotowi

Do wyjazdu przygotowywaliśmy się grubo ponad rok. Wśród ważniejszych spraw były szczepionki. Te, które wymagały kilku “strzałów” w odstępach kilkumiesięcznych (WZW A i WZW B) i te kłopotliwe (żółta febra, bywa, że ma nieprzyjemne skutki uboczne po kilku dniach od przyjęcia szczepionki) wykonaliśmy w Polsce.
Początkowo planowaliśmy iść tropem innych blogujących podróżników/ podróżujących bloggerów i zaszczepić się na co tylko warto i zaopatrzyć w leki przeciwmalaryczne jeszcze w kraju. Przypadek sprawił, że stało się inaczej.
DSCF1172

Lekarka w łódzkiej klinice przy szczepieniach zapytała czy chcemy też szczepienie przeciw japońskiemu zapaleniu mózgu. W Polsce cena była zatrważająca, jedna dawka (razem w 2 dawkach z odstępem 4 tygodni) kosztowała więcej niż wszystkie inne zalecane szczepionki razem wzięte i wymagała jakichś dodatkowych pozwoleń na sprowadzenie z zachodniej Europy. Ale wiadomo, że zdrowie najważniejsze. Stwierdziliśmy, że się zastanowimy. Szukając wiadomości o JE (japanese encephalithis) natknęłam się na stronę fantastycznego miejsca Thai Travel Clinic w Bangkoku.

Nie tylko zaszczepiliśmy się tam na JE (wystarczyła dawka pojedyncza za kilkanaście dolarów – w dodatku bezpieczna nawet dla dzieci i nowocześniejsza niż dopuszczona tylko dla dorosłych w Europie Ixiaro), przyjęliśmy tam też szczepionki na dur brzuszny, błonicę/tężec/polio (Tdap +P) a przemiły lekarz przy pomocy świetnej pani pielęgniarki dogadał się z nami w sprawach tak istotnych jak profilaktyka przeciwmalaryczna i biegunka podróżnych. Na miejscu przy klinice działa apteka w której odebraliśmy przepisane leki. Konsultacja kosztowała nas 10zł, leki dla 2 osób mniej niż jedno opakowanie Malarone w Polsce. Ceny szczepionek, jak można zobaczyć w cenniku kliniki są bardzo korzystne. Oczywiście należy mieć ze sobą tzw “żółte książeczki” szczepień, nie wszędzie ale znajdą się kraje do których bez nich nie wpuszczą na granicy, lub mogą robić problemy. Przed wyjazdem z Polski pani doktor zalecała nam ogromną ilość doxycycliny na malarię – przyjmowaną codziennie “profilaktycznie przez kilka miesięcy, Polski kontyngent w Afganistanie nie narzekał”. A na forach ludzie pisali o Malarone. Podczas konsultacji w TTC opowiedzieliśmy gdzie mniej więcej chcemy jechać, jak podróżować i czy planujemy wizyty w terenach wiejskich etc. Okazało się, że leków na malarię dostaliśmy tylko trochę, innych niż Malarone (właściwych na chorobę przenoszoną przez lokalne moskity) jako dawkę uderzeniową w razie braku szpitala/kliniki/lekarza w okolicy. A profilaktyka? Repellenty i to takie z DEET. My sprawdziliśmy preparaty Mugga, które kupiliśmy w Polsce z Allegro, na miejscu w Tajlandii i Malezji przerabiamy różne wynalazki. Te z DEET zwykle śmierdzą muchozolem, co nie jest zbyt przyjemne a naturalne preparaty z Citronelli pachną super ale działają maksymalnie godzinę, potem zapach wietrzeje a moskity radośnie wracają na blade ciałko 😉
Mugga, szczególnie ta w kulce jest fajna, bo nie drażni skóry i citronellowo pachnie, a jednocześnie ma duże stężenie DEET. W Tajlandii znalazł się odpowiednik, opakowanie takie samo, stężenie niestety mniejsze ale też skuteczne.
Moskity najbardziej zażarte są nocą, więc nie szwędanie się po ciemku bez potrzeby też do profilaktyki można zaliczyć :)

Zabraliśmy ze sobą apteczkę i wiedzę z kursu Pierwszej Pomocy Czerwonego Krzyża. Nie ma potrzeby brać zbyt dużo, chyba, że prosto z samolotu/autobusu/pociągu ruszamy w dziką dżunglę – maść antybiotykową czy plastry można zawsze uzupełnić w każdym sklepie/mini markecie typu 7 eleven. Z Polski warto zabrać nifuroksazyd i no-spę, bo tutaj ciężko o odpowiedniki (szczególnie tej drugiej). Natomiast antybiotyki i pigułki antykoncepcyjne należą tutaj do leków sprzedawanych be recepty.

Cóż więcej? Przed wyjazdem zadbaliśmy o uzębienie. My mieliśmy to szczęście, że naszymi zębami zajęła się mieszkająca przy tej samej ulicy kuzynka dentystka. Dzięki niej w rekordowo krótkim czasie nasze szczęki były gotowe do drogi.

Zdrowi i gotowi
share:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
Tagged on:     

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *